Po Podersdorfie.


To co było nie możliwe wydarzyło się! Żaden z portali pogodowych nie przewidywał więcej niż 4 węzły na środę. Z tego powodu decyzja sędziów o zaplanowaniu zawodów na 5:30 rano została przez zawodników bardzo źle przyjęta. Kiedy obudziłem się o 5:15 szybko zmieniłem zdanie o sędziach i szybko udałem się na miejsce zawodów. Wiało słabo ale wystarczająco do rozegrania zawodów. Ja zacząłem pływać na żaglu 5.7 który przez chwile był nawet za duży. W pierwszym pokazie spotkałem się z Czechem Dominikiem Kovarikiem którego wyeliminowałem. W następnej rundzie zmierzyłem się z Tonkim Fransem. Niestety wiatr zaczął szybko słabnąć i w tym pokazie już nie było tak dobrze jak wcześniej. Miałem przewagę nad Tonkim jeżeli chodzi o prawy hals gdzie wiało trochę mocniej ale na lewym halsie tuz przy brzegu wiatr słabnął i wykonałem tylko jedną flake one handed co oczywiście było o wiele za mało. Wiatr cały czas siadał i nie było mowy o tym żeby rozegrać podwójna eliminacje dlatego nie nastawiałem się na kolejne pokazy i zakończyłem zawody w Podersdorfie na 17 miejscu.

W finale spotkali się Taty Frans i Steven van Broeckhoven co było wielką niespodzianką. We dwójkę pływali niesamowicie i wykonywali idealne Culo, Ponch czy Shaki przy wietrze o sile ok 12-15 węzłów. Na samym końcu to Taty okazał się lepszy i wygrał drugą eliminacje PWA z rzędu.

Trzecie miejsce zdobył Gollito Estredo po wygranym pojedynku z Kiri Thode.

Warto wspomnieć również o występie Maarten van Ochten z Holandii który wykonał idealne chachoo w jednym z pokazów i ogólnie radził sobie świetnie w tych trudnych warunkach. Ostatecznie zajął 5 miejsce.

Ja jestem zadowolony z tego występu. To nie były moje warunki zupełnie a i tak nawiązałem walkę z Tonkim który w 2009 roku był trzecim zawodnikiem na Świecie.

dsc_1085.jpg

dsc_1097.jpg

dsc_1105.jpg

dsc_1168.jpg

dsc_1195.jpg

pics by: Gosia Kosmowska

 

 

 

 

 

 

Leave a Reply